Wysocki do Niemiec wyjechał w grudniu 2006 r. – Zaczynałem od pracy w firmie zajmującej się produkowaniem i dostarczaniem oprogramowania dla firm rekrutacyjnych. Zarabiałem sześć razy tyle, ile dostałbym na porównywalnym stanowisku we Wrocławiu. Obecnie różnice w zarobkach nie są już aż tak drastyczne, biorąc pod uwagę osłabienie Niemieckiej waluty i wzrost płac w kraju -mówi Wysocki. Jednak Niemcy nadal stanowi łakomy kąsek dla polaków, szukających alternatywy. 29-letni Radosław Miazio z Lublina wyjechał do Berlina w 2006 r. Kontrakt w zawodzie dostał przez przypadek, kiedy pracował jako inżynier budowlany przy rozbudowie Lotniska Okęcie. – Zaoferowano mi czterokrotnie większe pieniądze niż w Polsce oraz możliwość zdobycia zagranicznego doświadczenia w wyuczonym zawodzie, dlatego zdecydowałem się na wyjazd do Niemiec. Wróciłem, bo żona miała opory przed wyjazdem na stałe, a urodziło nam się drugie dziecko. Poza tym znacznie poprawiła się koniunktura w kraju, stwarzając możliwości szybkiego rozwoju zawodowego
- mówi Miazio. Jeszcze będąc w Niemczech, znalazł pracę w brytyjskiej firmie przy budowie centrum handlowego Felicity w Lublinie.

- Polacy pracujący za granicą są cennym nabytkiem dla firmy zagranicznej działającej w Polsce. Ogłoszenia o pracę wręcz czekają na specjalistów, inżynierów z Polski. Znają kulturę korporacyjną zagranicznych firm. Jest tam inne tempo pracy i wymagania. Znajomość języków obcych jest dla nich także bardzo dużym atutem – mówi Jeróme Lafuite, dyrektor firmy Michael Page International w Polsce. Jednak legalna praca wymaga dopełnienia wielu formalności w Niemczech dlatego niektórych może to zrażać. Dlatego powrót desantu z Niemiec, nawet bardzo skromnego, może pomóc polskiej gospodarce szybciej wrócić do okresu prosperity.